Parafia pw. Matki Boskiej Bolesnej w Tułach

image1 image1 image1

Ewangelia na niedzielę

 

                                                                                                      VI Niedziela Wielkanocna.

 

Refleksja

„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna”.

Zachowywanie nauki czy zachowywanie przykazań nie jest jakimś mniej lub bardziej obowiązkowym dalszym ciągiem naszego porywu miłości do Jezusa. Nie jest to nawet logika: Jeśli będę kochać Jezusa, powinienem zachowywać Jego przykazania. „Jeśli” łączy nasze pragnienie kochania Jezusa z naszym postępowaniem w życiu o wiele mocniej: kocham tylko wtedy, gdy jestem posłuszny Jego nauce, ponieważ moja miłość rzeczywista, konkretna, jest właśnie tym, co robię.

Nasze porażki mają swoje źródło w tym, że nie chcemy zobaczyć, że miłość nie jest słowem, marzeniem, biciem serca, lecz postępowaniem.

Rozważając Ewangelię świętego Jana, widzimy, że to postępowanie jest bardzo jasne: mamy kochać naszych braci. Miłością, jaką kocha nas Jezus. Miłością czerpiącą z Jego relacji z Ojcem i w niej przeżywaną. Nasza miłość do braci jest przedłużeniem miłości trynitarnej.

Oto czym jest ta mocna więź, łącząca nasze rzeczywiste pragnienie kochania Boga z tym, co konkretnie robimy od rana do wieczora przy pomocy naszego rozumu i naszych rąk oraz gdy spotykamy się z braćmi. Jeśli w tym wszystkim brak jest miłości, nie mówmy o miłości do Boga. „Kiedy kochasz braci — mówi Jezus — kochasz Mnie”.

Andre Seve

Złota myśl tygodnia

Kropla miłości znaczy więcej niż ocean rozumu (Blaise Pascal).

Na wesoło

Ośmiolatek przychodzi do ojca z pracą domową z przyrody:

- Tatusiu, od czego robi się burza?

Ojciec wzdycha i odpowiada:

- Synku, czasami od jednej skarpetki...

- Jasiu gdzie jest twoja praca domowa?

- Pies ją zjadł.

- Myślisz, że ci uwierzę?

- Przysięgam! Najpierw nie chciał, ale w końcu mu ją jakoś wepchnąłem do pyska.

 

Opowiadanie

Nauka słuchania

Pewnej kobiecie wydawało się, że ma problemy ze słuchem. Przyjaciele powtarzali jej często, że coś z nim jest nie tak. Ciągle musiała ich prosić, by powtórzyli to, co wcześniej zostało powiedziane.

Zgłosiła się zatem do lekarza, by zbadać sobie słuch. Doktor zapewnił, że dysponuje najnowszym sprzętem diagnostycznym, ale najpierw chciałby wypróbować tradycyjny sposób. I wyciągnął staroświecki zegarek kieszonkowy.

Siedząc naprzeciw niej po drugiej stronie biurka, uniósł zegarek i zapytał, czy pacjentka słyszy jego tykanie. "Znakomicie" - stwierdziła kobieta. Doktor wstał, stanął za nią i zapytał, czy nadal je słyszy. I znów padła odpowiedź twierdząca. Lekarz przeszedł w drugi koniec gabinetu i stojąc jakieś sześć metrów od niej ponowił pytanie. Kobieta odparła, że nie ma najmniejszych trudności z dosłyszeniem. Wreszcie doktor wyszedł z gabinetu i zniknął jej z oczu. Na pytanie, czy nadal słyszy zegarek, kobieta znów stwierdziła, że całkiem wyraźnie.

Doktor wrócił za biurko i schował zegarek do kieszeni. Następnie popatrzył na kobietę i zawyrokował:

- Ma pani doskonały słuch. Nie ma pani kłopotów ze słyszeniem, tylko po prostu nie umie pani słuchać.

Copyright © Parafia p.w. Matki Boskiej Bolesnej w Tułach

created by TOMP