Parafia pw. Matki Boskiej Bolesnej w Tułach

image1 image1 image1

Ewangelia na niedzielę

 

                                                                                                        XII Niedziela Zwykła.

 

Refleksja

„Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”

Strach przed ludźmi jest brakiem zaufania Bogu. Ci, którzy mu ulegają, nie uważają Boga za wystarczająco dobrego i silnego. A jeżeli Bóg nie jest dla człowieka kimś wszechmocnym i dobrym w stopniu najwyższym, to tak naprawdę nie ma Go w jego życiu.

Jezus chce podnieść dziś na duchu wszystkich zalęknionych i dodać im odwagi słowami: Nie bójcie się! Ludzie nie są w stanie nas unicestwić. Mogą, co prawda, zabić nasze ciało, ale ono i tak kiedyś musi zwiędnąć i obumrzeć. Natomiast bez naszej zgody ludzie nie zdołają uczynić nic złego naszej duszy. Ona jest w rękach Boga. Jeśli podejmą cokolwiek przeciwko nam, to tylko tyle, na ile pozwoli im Bóg i tylko wtedy, gdy będzie tego wymagało dobro Jego Królestwa.

Jeżeli zostaniemy wydani ludziom, Bóg najlepiej wie, ile cierpienia uniesiemy i jakiej pomocy będziemy wówczas od Niego potrzebowali. On nigdy nie zostawi nas samych. Tymczasem strach przed ludźmi jest grzechem, który uśmierca nasze dusze. Tylko bojaźń Boża jest początkiem mądrości, która zapewnia nam życie wieczne.

Bóg kiedyś wskrzesi nasze ciało i na zawsze połączy je z duszą, toteż strata życia doczesnego z powodu Królestwa Bożego w świetle wiary jest tylko zyskiem. Prośmy Pana, abyśmy wówczas, gdy zagrozi nam strach i prześladowanie, mogli mężnie i zdecydowanie dać Mu świadectwo, którego od nas oczekuje.

  1. Zygmunt Godlewski

 

Złota myśl tygodnia

Strach nie jest długotrwałym nauczycielem obowiązku (Cyceron).

Na wesoło

Mąż z żoną jedzą obiad. Mąż mówi:

- Te grzybki są wyśmienite! Skąd wzięłaś na nie przepis?

- Z jakiejś powieści kryminalnej.

Do sklepu zoologicznego wchodzi mężczyzna i mówi:

- Poproszę tego stepującego żółwia.

- Ojej, znowu zapomniałem grzałkę wyłączyć!

Patron tygodnia – św. Władysław, król – 30 czerwca

Władysław (węgierskie László) był synem króla węgierskiego Beli I i Rychezy, córki króla polskiego Mieszka II. Urodził się ok. 1040-1048 w Krakowie, gdzie jego ojciec przebywał na wygnaniu. Dzieciństwo i młodość spędził na dworze Kazimierza Odnowiciela, a potem Bolesława Śmiałego. Znał dobrze język polski i polskie obyczaje. Mając 16 lat, udał się na Węgry. Po śmierci starszego brata, Gejzy, Władysław objął panowanie. Na początku były to niełatwe rządy, walczył bowiem ze sprowadzonymi przez przeciwników jego sukcesji Awarami i Pieczyngami, a następnie z cesarzem niemieckim Henrykiem IV, który najechał Węgry. Rządził równie dobrze jak jego kuzyn z rodu Arpadów Stefan I (pierwszy król Węgier), którego pamięć Władysław uczcił przez przeniesienie relikwii. Przyczynił się też do ożywienia kultu Emeryka i biskupa Gerarda. Zabiegał o kanonizację wszystkich trzech, której w roku 1083 dokonał papież Grzegorz VII.

Władysław ożenił się z Adelajdą Szwabską, córką księcia Rudolfa. Miał z nią dwie córki. Był wzorem średniowiecznego rycerza. Słynął ze świątobliwego życia. Po przyłączeniu Kroacji do korony węgierskiej w Zagrzebiu ufundował biskupstwo Agram. Ufundował i wybudował od podstaw Wielki Waradyn - stolicę biskupią (dziś Oradea w Rumunii), miejsce swojego przyszłego pochówku.

W 1095 r. na synodzie w Clermont, gdy papież ogłosił pierwszą krucjatę przeciw muzułmanom dla uwolnienia Ziemi Świętej, Władysława wybrano jednogłośnie jej wodzem. Nie wyruszył jednak z krucjatą, ponieważ Pan Bóg powołał go do siebie. Zmarł w Neutrze (obecnie Nitra w Słowacji) 29 lipca 1095 r. Władysław kanonizowany został przez papieża Celestyna III w 1192 r. Jest patronem Węgier. Jego imię przybrał na chrzcie król Jagiełlo, który pielgrzymował do grobu patrona.

Opowiadanie

Dwóch przyjaciół

Pewna dziewczynka żyła sobie kiedyś bardzo szczęśliwie razem ze swoim tatusiem. Jednak z powodu straszliwej zemsty złych ludzi została porwana.

Pojawili się oni pewnego dnia, ubrani w długie płaszcze, na drodze prowadzącej do szkoły i uprowadzili dziecko. Gnając co sił na swoich czarnych koniach, gdy byli już bardzo daleko od wioski, skręcili na drogę prowadzącą w stronę lasu. Był on ciemny i ciernisty, pochłaniał coraz bardziej zagubionych ludzi. Zależało im bardzo, aby móc ją tam zgubić.

Dziewczynka płakała ze strachu. Powtarzała, a właściwie wykrzykiwała na cały głos nauczone przez mamę modlitwy: «Zdrowaś Maryja, łaski pełna...». Dotarli wreszcie do miejsca, w którym las był już tak gęsty, że prawie niemożliwy do przejścia. Tam właśnie porzucili dziewczynkę. Przytulona do wielkiego drzewa, zanosiła się płaczem, nieprzestawając kontynuować swoich modlitw: «Zdrowaś Maryja, łaski pełna...».

Kiedy tak płakała, nagle, niedaleko jej nóg, wyrosła wyjątkowej piękności róża, o płatkach tak delikatnych, jak pieszczota. Trochę dalej od niej, również w bardzo widocznym miejscu, pomiędzy trawą a liśćmi, rosła jeszcze jedna, a za nią jeszcze jedna i jeszcze jedna... Wszystkie razem tworzyły ścieżynkę, która prowadziła przez las. Dziewczynka zaczęła poruszać się od jednej róży do drugiej, najpierw bardzo powoli, a następnie coraz szybciej i szybciej. Nie minęło wiele czasu, kiedy znalazła się na skraju lasu, gdzie czekała na nią mama i tata. Oni również zauważyli ścieżkę wyznaczaną im przez róże i podążyli na jej poszukiwanie. W tej drodze pomagało im również nieustanne odmawianie «Zdrowaś Maryja». To właśnie one, wszystkie wypowiadane «Zdrowaś Maryja», przemieniały się w ścieżkę róż, które znów doprowadziły ich do siebie.

Również nasze «Zdrowaś Maryja» stają się jak ścieżka, która prowadzi nas przez zawiłe drogi tego świata. Jedynie one mogą nas pewnie doprowadzić aż do ramion naszego niebieskiego Ojca.

Copyright © Parafia p.w. Matki Boskiej Bolesnej w Tułach

created by TOMP